Cud

Sześć lat temu o tej porze (pierwsza w nocy) siedziałem w glanach na materacu, trzymając za rękę wijącą się w bólach ukochaną i czytając książkę na temat porodów. Miałem kasę tylko na jeden kurs taksówką do szpitala, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na falstart. Należało się upewnić, że to nie fałszywy alarm, że ona na pewno będzie rodzić.

Siedziałem w tych glaniorach od wieczora 25 stycznia. Przez całą noc. 26 stycznia, dokładnie w sobotę – zupełnie tak jak dziś – około piątej/szóstej nad ranem mieliśmy już pewność – te skurcze nie miną.

Dziesięć minut po godzinie ósmej rano, z niemałym trudem, pojawiła się wśród nas Jagoda. Padał deszcz, w radiu leciał jakiś kawałek Queen, a ja patrzyłem na moje ukochane. Na najsilniejszą istotę na Ziemi i małą istotkę-cud obok niej.

Cud.

Do dziś trudno mi w to wszystko uwierzyć.

Do zobaczenia rano, sześcioletnia królewno. Mój mały cudzie 🙂

Tags: , ,

6 komentarzy to “Cud”

  1. frostbite napisał(a):

    To takie wspomnienia – trudne momenty okreslaja osobowosc czlowieka:)

  2. Esse napisał(a):

    wszystkiego najlepszego dla córki 🙂

  3. orkan napisał(a):

    Dzięki, dzięki 😀

  4. Mad napisał(a):

    Spóźnione, ale szczere życzonka. 😀

  5. Freya napisał(a):

    hmm…
    narodziny to cud…
    niewątpliwie 🙂
    chciałabym kiedyś go dostąpić 🙂
    póki co cieszę się małym berbeciem siostry 😉

  6. Kuba napisał(a):

    Wszystkiego dobrego dla małej Jagody. Fajnie to napisałeś, łapie za serducho.