Archive for the ‘Co w bebechach bulgocze’ Category

Byhtra z plasteliny :)

niedziela, Maj 31st, 2009

Chciałbym Wam zaprezentować galerię genialnych plastelinkowych rzeźb, przedstawiających Byhtrę. Autorem owego cudeńka jest Tesska, którą niniejszym gorąco pozdrawiam 🙂

A oto zdjęcia:

Prawda, że słodkie? 😀

Sto lat, Gene!

czwartek, Maj 7th, 2009

Dziś 78 urodziny obchodzi mój absolutnie ulubiony autor, którego wciąż jeszcze odkrywam – Gene Wolfe. Pisarz, o którym Michael Swanwick powiedział: „Gene Wolfe is the greatest writer in the English language alive today. Let me repeat that: Gene Wolfe is the greatest writer in the English language alive today! I mean it. Shakespeare was a better stylist, Melville was more important to American letters, and Charles Dickens had a defter hand at creating characters. But among living writers, there is nobody who can even approach Gene Wolfe for brilliance of prose, clarity of thought, and depth in meaning.” Pozostaje mi się pod tym radośnie podpisać i życzyć Gene’owi kolejnych lat obfitych w piękne stylem, nastrojowe, głębokie, złożone i pod każdym względem niezwykłe literackie dzieła.

Sto lat, Gene!

Aktualizacja

piątek, Marzec 6th, 2009

Potworna ilość spraw na mojej głowie powoduje, że dawno tu nie zaglądałem. Czasu wcale mi nie przybyło, wręcz przeciwnie, ale chyba pora nieco odkurzyć. Przede wszystkim informacja:

27 lutego ukazała się moja debiutancka książka – Głową w mur – będąca pierwszym z trzech tomów Paramythii Vakkerby. Pod linkiem można m.in. pobrać okładkowe tapety.

Poza tym, postaram się nieco odświeżyć samego bloga. Od czasu przenosin na nowy adres nie znalazłem dogodnej chwili, by odnowić linki. Dziś wrzuciłem więc kilka, na razie w czterech kategoriach – Fantastyczny mix, Tu można ze mną porozmawiać, Wywiady (jeden już jest; przeniesiony z innego, martwego już bloga) oraz Zaprzyjaźnione lub polecane blogi. Zapraszam do odwiedzania, szperania, czytania…

Pozostaje mi pozdrowić wszystkich, którzy odwiedzają to miejsce i obiecać, że co jakiś czas będę się tu pojawiać 🙂

Rok 2009 czas zacząć!

czwartek, Styczeń 1st, 2009

Choćby na złość sąsiadom…

…i żeby wesoło było…

Szczęśliwego… :_D

Jeszcze żyje…

wtorek, Listopad 11th, 2008

…i oby nie zginęła.
Wiem, że to w dużej mierze sztuczne święto, ale liczy się idea. Pamiętajmy, że ktoś kiedyś zadbał o to, byśmy dziś mogli porozumiewać się w pięknym języku polskim. Porozumiewajmy się więc. Dbajmy o ojczystą mowę. Także za granicą.
Życzę wszystkim rodakom i sobie, by polscy emigranci nie robili nam wstydu, by nasi politycy opamiętali się wreszcie i przypomnieli sobie, że kalają własne gniazdo, by dzieci rosły nam zdrowe i nauczone szacunku do historii, by wszystkim nam wiodło się lepiej TUTAJ, w domu, a nie w Londynie czy Dublinie.

Wywiad :-)

czwartek, Listopad 6th, 2008

Na zaprzyjaźnionym blogu Demons&Dragons pojawił się wywiad ze mną – pierwszy, jakiego w życiu udzieliłem 🙂

Edit: Wywiad został przeniesiony na blog Inspiracje.

Ulubiony owoc? Jajko.

piątek, Lipiec 18th, 2008

Pytanie:

Jakie owoce lubisz najbardziej? Wymień pięć ulubionych. Uporządkuj w kolejności od najbardziej do najmniej ulubionego.

(chwila namysłu)

Odpowiedź:

1. Jajko kurze (na twardo, w majonezie; wszak jest to owoc miłości koguta i kokoszki)
2. Wiśnióweczka i śliwowica (nie potrafię zdecydować, która bardziej)
3. Tytoń zrolowany lub poszatkowany (to owoc, prawda?)
4. Owoc kawowca (a konkretnie ziarenka z tegoż owocu, zmielone)
5. Sok jabłkowy (do Żubróweczki)

Nie pojmuję natomiast, jak można się zajadać owocami – typu jabłko, pomarańcza czy śliwka – w czystej, że tak powiem, formie. Przecież nie po to nasi przodkowie trudzili się, cywilizując otaczające ich środowisko, byśmy teraz mieli pożerać nieprzetworzone części roślin, jak jakieś zwierzęta. Ani tego nie trawimy, jak należy, ani to dobre, ani zdrowe. Do tego albo robaczywe, albo pryskane chemią. Rośnie to-to z zanieczyszczonej gleby, w zanieczyszczonym powietrzu, pełne jakichś metali ciężkich i podejrzanych witamin. A na takiej gruszce, na ten przykład, nawet nie ma etykietki, ile i jakie ma to wartości odżywcze, jakie konserwanty, barwniki, aromaty… nic o przydatności do spożycia.
Spożywanie owoców należy do tego rodzaju absurdów, co zjeżdżanie na dwóch deskach po opadach atmosferycznych, albo dobrowolne wystawianie ciała na promieniowanie UV. Jakiś kuriozalny, skrzywiony kulturowo atawizm. Nie dla mnie taki nałóg.
Z niezdrowych nałogów wybieram czytanie. Ze zdrowych – kawa, papieros i alkohol.


PWN

sobota, Lipiec 12th, 2008

Pan Wiesław Narzęski, Poślubiwszy Wandę, Najpiękniejszą Pannę W Nałęczowie, Postanowił Wyruszyć Na Podniebną Wyprawę Niezwykłym Pojazdem, Wykorzystującym Nowe Paliwo. Wzleciał Nad Poziom Widoczności, Nakazał Pilotowi Wznoszenie Nad Polem Warzyw, Nieraz Pomagając W Niełatwym Prowadzeniu Wehikułu. Nagle Poczuł, W Nadlatującym Poniżej Wietrze, Poranną Woń Napalmu. Poniuchawszy Wyczulonym Nosem, Podjął Wybitnie Niełatwe Postanowienie, Wybierając Najciemniejszą Porę Wieczoru Na Pokaz Wielkiej Nieustraszoności, Podlatując W Najgorsze Pasmo Wielkiego Nasilenia Pożaru. W Niewielkim Promieniu Wielce Napastliwego Pożerania Wysokopiennie Narosłych Platanów, Wolał Nawet Patrzeć W Największe Płomienie, Wybierając Nad Piękno Wymyślnych Nieograniczeń Potężnej Wyobraźni, Nadzwyczajne Pokłady Wyniosłej Nostalgii. Pod Własną Namową, Podniósł Wajchę, Nadlatując Pokaźnym Wirażem Nad Przestrzeń Wielkiej, Nieskończenie Pofalowanej Wody, Nurkując Przedziwnym Wehikułem, Nawet Pomimo Wszechogarniającego, Nieopisanego Przerażenia. Wyskoczył Nagle, Podnosząc Wodne Nenufary, Podczepione W Nawisłej Pajęczynie. Wyrwawszy Największym Pędem Wśród Nowej Przestrzeni Wód, Nawet Pan Wiesław Narzęski Poczuł Wolność. Nareszcie.

😉

ponarzekać, posmęcić, rymsnąć twarzą w poduchę…

poniedziałek, Lipiec 7th, 2008

To już trzeci wolny weekend (odkąd przestałem pracować w soboty). Pierwszą „wolną” sobotę spędziłem w pracy (sic!) i na koncercie, drugą wśród fantastów, trzecią wreszcie w domu, tyle że postawionym na głowie. Właściwie sam nie wiem, czy to co piszę w tej chwili jakkolwiek się klei i ma jakiś sens – albowiem zmęczenie spowodowane kilkoma dniami, spędzonymi na remontowaniu części mieszkania, spowodowało, że w czaszce mam festiwal emerytów na haju, a zamiast mięśni rozżarzone węgle. Pomyśleć, że trzeba wstać do pracy, stanąć na rampie dostawczej, przyjąć te kilkadziesiąt boksów, podpisać papierki, a później spędzić kilka godzin na mechanicznym wykładaniu i zabezpieczaniu towaru… rzygać się chce na samą myśl. W ostatnich dniach niemal nic nie przeczytałem, nie napisałem ani słowa do powstającej właśnie książki (drugiej – pierwsza już zredagowana), a odpoczywam wszak głównie dzięki literaturze. Muszę więc startować w kolejny tydzień z pustym akumulatorem. Prądu! Prąduuu!!!

Udało mi się jednak wyskoczyć z córeczką do kina na świetny film o pewnej pandzie 😀 Chociaż tyle… Może jakoś przetrwam ten tydzień. Widok książek, układanych na ustawionym w nowym miejscu regale, dodaje mi nieco otuchy 🙂

Czas do łóżka… nawet literki, słowa mi się buntują pod parującym z wyczerpania czerepem, a poplamiona farbą klawiatura odmawia współpracy. Zaorać…

Zmagania

piątek, Kwiecień 11th, 2008

Stoisz wśród pagórków kołder

W cieniu wież na pozór strasznych

Później zwracasz twarzą ku mnie

Wzrokiem błądząc po kolumnie

Bioder

Spadających niczym orzeł

W ust twych rozchyloną matnię